fot. lksprzeciszovia.futbolowo.pl

Witkowice… dla przeciszowian, po słabszym okresie gry, były ostatnią przeszkodą ale i szansą na zakończenie rundy w dobrych nastrojach i zrehabilitowanie się w oczach kibiców. Drużyna gospodarzy, sąsiadująca w tabeli z Przeciszovią, w swoich spotkaniach pokazała kilka razy że strzelać potrafi, pokazała również że i sporo bramek traci. W tym spotkaniu, przed meczem, nie można było mówić o zdecydowanym faworycie. Ewentualnie, jedynie lekkie wskazanie na przeciszowian mogło predestynować  ich do roli zwycięzcy. Ja się okazało, niekoniecznie.

Przeciszovia w swojej normalnej dyspozycji, z początkowych meczy, jak z Rajskiem  czy Malcem, gdzie ambicją aż kipiało a walka i nieustępliwość wpisane były w obraz gry, o wynik mogła by być spokojniejsza. Tutaj mogło zdarzyć się wszystko. Już na rozgrzewce wszystko cicho, niedbale, ślamazarnie i tak jakby bez zaangażowania, bez ikry charakteryzującej ekipę z Doliny Karpia. Na usta kibiców cisnęło się gromkie:  Do Boju! by choć trochę zmobilizować Przeciszovie. Mecz wydawał się być rozegrany już w głowach zawodników z Przeciszowa. Na dodatek do Witkowic  przeciszowianie przyjechali w mocno okrojonym składzie. Z powodu kartek na trybunach usiąść musieli Samek i Lasek a obowiązki służbowe Bednarczyka i Dzideckiego, uniemożliwiły im dotarcie na mecz.

Gwizdek sędziego, początek spotkania. Kilka szybkich akcji ze strony gospodarzy pokazało że będą walczyli na swoim terenie o całą pulę punktów. Przeciszovia przestraszona, po odzyskaniu piłki, wybijała ją na oślep nie szanując jej ani na chwilę. Sparaliżowani zawodnicy nie mogli wymienić kilku podań, wszystko elektrycznie, odbijało się od nóg. W końcu, w wyniku straty Paweli w środku pola, prostopadłe podanie dochodzi do napastnika gospodarzy, sytuację próbuje ratować Hutny ale bez powodzenia. Piłka ostatecznie ląduje pod nogi napastnika i na tablicy wyników wyświetla się wynik 1:0. Kilka minut później, w serca kibiców ( a może, co ważniejsze, zawodników) nadzieję wlewa Bartuś który po rajdzie wywalczył rzut karny. Sam poszkodowany zamienił jedenastkę na gola. Przeciszovia wyrównuje. Niestety, długo szczęście przeciszowian z remisu nie trwa. Tobiczyk po niefortunnej interwencji w polu karnym prokuruje rzut karny. Na nieszczęście przeciszowian gospodarze rownież skutecznie go egzekwują. Stan pojedynku do połowy 2:2.

I mimo tego że powtarzamy to jak mantrę, należy znów o tym wspomnieć- druga połowa w wykonaniu Przeciszovii tradycyjnie o wiele słabsza, choć i pierwsza w tym spotkaniu dobra nie była. W około 55 minucie Tobiczyka po skręceniu stawu skokowego na placu gry zastępuje S. Momot (wracający po długiej przerwie). Przeciszów zepchnięty do głębokiej defensywy od czasu do czasu tylko kontratakował. Na dodatek orły z Witkowic rozkręcały się, gra zaczęła im się „kleić”, wszystko wychodziło. Udokumentowaniem tego stanu rzeczy był piękny strzał z około 30 metrów który znalazł drogę do siatki. Witkowice wychodzą na prowadzenie. Przeciszovia zamroczona tym „ciosem”,  na kołyszących się nogach wyczekiwała gongu oznajmiającego koniec. Na domiar złego w końcówce przyjmuje jeszcze jeden – gospodarze podwyższają na 4:2. Koniec meczu. Nokaut…

Skład: Antecki, Mycyk, Hutny, Niedziela, SzafraniecPawela, Tobiczyk (S.Momot),  Maca (Michałek), Kozłowski, TobikBartuś.

- Reklama - strony internetowe oświęcim apartament zator

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here