Gabriela Wojtyła i jej kolejne zwycięstwo w Pucharze Słowacji

0 581

– Wyścig w chmurach – dokładnie takie miałam odczucie gdy jechałam na miejsce startu VII rundy Pucharu Słowacji. Miasteczko zawodów i trasa usytuowane były na jednym ze szczytów w okolicy Rużomberka, na wysokości blisko 1000 m.n.p.m.

Na miejsce startu wiodła kręta górska ścieżka przez las, zboczem góry, z piękną przepaścią obok drogi (raj dla trenera, bo pobawił się autem jak za dawnych lat). Dla Słowaków nie ma rzeczy niemożliwych. Trasa była ciężka fizycznie, przypomniała mi trochę te z XCO, na dodatek deszcz i wszechobecne błoto nie ułatwiało pokonywanie jej na przełajówkach, zwłaszcza bez zmiany roweru w boxie. Sama nie wiem jak udało mi się ukończyć rywalizację na jednym rowerze. Kilkukrotnie zatrzymywałam się podczas wyścigu, by reanimować sprzęt gdy koła przestawały się już kręcić, a napęd był jednym wielkim magazynem błota. Mimo tych trudności starałam się czerpać z jazdy przyjemność, nawet gdy wiozłam ze sobą te dodatkowe kilogramy balastu błota i trawy. Niedzielna wygrana bardzo mnie cieszy. Mimo, iż najgroźniejsze rywalki z Czech i Słowacji nie pojawiły się na tym arcytrudnym wyścigu, to rywalizacja z mężczyznami którzy startowali w tym samym bloku startowym, dawała wiele satysfakcji motywacji do walki (przepraszam Panowie). Efekt, ponad 9 minut przewagi na mecie i słowa uznania od kibiców, za co im dziękuję. Z wyścigu na wyścig poprawiam swoją technikę jazdy i prędkość poruszania się po trasie. Właśnie takie wyścigi mi w tym pomagają, oraz to, co na co dzień wykonujemy w klubie trakcie pracy treningowej. Za tydzień kolejny start, tym razem w Polsce, a tam.. – niespodzianka.

Tekst: Gabriela Wojtyła
Foto: Sebastian Żabiński

BRAK KOMENTARZY

Zostaw komentarz

*